Brazylia
to ogromny i wspaniały kraj. Mimo, że nie można tu "zrobić"
dużych pieniędzy, mimo że 80 procent ludności jest bardzo biedna i
pomimo największego naszego zadłużenia na rynku międzynarodowym, będę
zawsze mówił o nim, jako o cudownej krainie. Dlatego też chciałem
przedstawić jej zalety.
1.CUDOWNA
KRZYZÓWKA RAS
Wszystko podobno zaczęło się od pocałunku Portugalczyka z Indianka.
Następnie regularnie przywożeni byli do pracy, zakuci w kajdany mieszkańcy
Afryki. Potem przyjeżdżali tu Włosi, Niemcy i Polacy. Któregoś dnia
przybył olbrzymi statek, przywożąc dużą grupę Japończyków. Napływali
też Chińczycy, Grecy i Arabowie. Wszyscy oni, daleko od swoich rodzin,
zmęczeni tułaczką znaleźli tu zaciszny kąt
i przyjazne serca. I tak powstała ta cudowna krzyżówka ras.
2.
MOZAIKA KULTUR I TRADYCJI
Oprócz kultywowania obrzędów przywiezionych ze swoich krajów, zdarza
się, że w polonijnym zespole folklorystycznym, tańczą przepiękne Murzynki.
3.WSPÓLŻYCIE
WIELU WYZNAŃ RELIGIJNYCH
W miasteczku Campinas, gdzie mieszkam, są wyznawcy 15 różnych religii,
dysponujący własnymi kościołami, a wspólnym elementem jest wiara w
Jezusa Chrystusa.
4.
UPRZYWILEJOWANE POLOZENIE GEOGRAFICZNE
Pomimo ogromnej powierzchni kraju, nie występują tu trzęsienia ziemi,
brak erupcji wulkanów, powodzi, a także brak obszarów pustynnych.W
tym samym dniu na jednym krańcu kraju może być temperatura +30 C,
zaś w drugim -3C.
5.
SZCZEROSC W AKCEPTACJI WSZYSTKICH
Nie występują tu żadne uprzedzenia związane z religią, czy też z kolorem
skóry. Ci co tu przyjechali i osiedlili się, chcą zgodnie żyć i pracować.
Chciałem jednocześnie zwrócić uwagę na możliwość degustacji dużej
ilości różnorodnych potraw, przyrządzanych w kuchniach regionalnych.
Zamierzam wkrótce podzielić się z Wami niektórymi przepisami, które
pozwalają na sporządzenie potraw,
na których wspomnienie " ślinka leci".
A
teraz chciałem podzielić się moimi wspomnieniami z puszczy amazońskiej
w stanie Acre w okolicach miasta Rio Branco i miasteczka Placito de
Castro, na granicy z Boliwią.
W latach 80 rząd wojskowy zdecydował się na oczyszczenie miast i wsi
z ludzi biednych i niewygodnych. Zdecydowano, że zostaną otwarte kolonie
rolnicze w Amazonii. Przygotowano plany działania, nakręcono filmy-wideo
i rozpoczęto promocję tego pomysłu. Dużo ludzi zdecydowało się na zmianę
swojego życia i skorzystanie z przedstawionej w zapowiedziach wizji
raju. Okazało się jednak, że filmy były zafałszowane, obietnice bez
pokrycia i wszyscy zostali wprowadzeni w błąd.
Nowi mieszkańcy, posprzedawali, co mieli, niektórzy zostawili dobre
prace, a nawet najbliższych. Darmowe autobusy zapełniły się odważnymi
zdobywcami Amazonii Setkami autobusów i ciężarówek ze wszystkich większych
miast południowej Brazylii jechali przekonani, że zobaczą tam krainę
pokazaną w filmach: znakomitą ziemię, szpitale, szkoły, gotową do zamieszkania
infrastrukturę i to wszystko za darmo,.
Czekało ich 3500 km jazdy po bezdrożach przez 4 dni i 4 noce. Całą przeszłość
mieli zapakowaną w tobołkach, a w kieszeniach trochę pieniędzy.Za sobą
zostawili dotychczasowe życie oraz to, do czego nie mieli już prawa
i to, do czego nie mogli już wrócić.
Tymczasem w Amazonii wojskowe spychacze otwierały nowe drogi dla zdobywców
puszczy. Najpierw wykonano główna drogę. Miała około ona około 50 km
długości.
Zbudowano na niej nawet kilka drewnianych mostów, czyli przerzuconych
przez rzekę pni potężnego drzewa poukładano poukładanych na nich poprzecznymi
deskami. Od tej głównej drogi odchodziły, co 2 km, odgałęzienia w głąb
puszczy, na prawo i lewo na odległość 10 km. W każdym takim odgałęzieniu
utworzono gospodarstwo o wielkości 50 ha o wymiarach 1000 na 500 metrów.
Miał to być ten upragniony raj dla przybyszów z południowej części Brazylii.
Zmęczeni tygodniową podróżą przyjechali na te przydzielone miejsca z
całymi rodzinami. Towarzyszyły im dzieci, babcie, teściowe, a nawet
psy i koty. Zostali powitani płomiennymi, ale politycznymi przemówieniami,
witających ich wojskowych w stopniu sierżanta. Następnie rozwieziono
ich na przydzielone działki.. Tu otrzymali w prezencie, plastikową plandekę,
siekierę, kilka garnków oraz zapas grochu i ryżu na pierwsze dni.
Żeby nie spać na drodze, zaczęli od oczyszczenia skrawka ziemi, gdzie
można by zbudować namiot, rozpalić ognisko i ugotować ryż. Nareszcie
byli przecież na swoim własnym kawałku ziemi. Ktoś przypomniał sobie,
że trzeba nazbierać suchych liści, aby było się gdzieś położyć i przespać..
Gdy przyjechałem ich odwiedzić, mieszkali już tam od 10 lat. To, co
powyżej napisałem, te ich wspomnienia, których wysłuchiwałem z niedowierzaniem
i na które mieli oni niezbite dowody. Po tylu latach, drogi miały wybite
głębokie koleiny, co utrudniało dojazd samochodem W miejsce namiotów
stały już zbudowane z palmowych liści szałasy zbudowane na wbitych w
ziemię palach, na wysokości 1m.. Wokół szałasów wyrąbana i wypalona
puszcza- około 1 ha, gdzie na pobliskich drzewach zawieszone były wysuszone
czaszki, z upolowanych zwierząt. Wewnątrz tej budowli, nazywanych domami,
kręciło się dużo dzieciaków z tak zwanej drabinki tzn., co rok to prorok.
Zagospodarowanie Amazonii w takim wydaniu, okazało się po prostu wielkim
niewypałem. Nie ma tu żadnych szans na właściwe prowadzenie rolnictwa.
Po kilku latach użytkowania ziemia zamieniła się w bezużyteczny ugór.
Aby nie umrzeć z głodu trzeba posuwać się dalej, rąbiąc i paląc kolejne
kawałki puszczy.
Malaria i inne choroby tropikalne, spowodowały śmierć połowy tych, co
tu przyjechali. Największa ofiary były wśród dzieci i osób starszych.
Na zdrowy rozum, można by pomyśleć, że to zasiedlanie Amazonii, to nowoczesny
sposób pozbywania się żebraków i zubożałych ludzi z większych miast.
Zanim jednak doszedłem do takiego wniosku, zamieszkałem w pobliżu tych
ludzi i również otrzymałem tez 50 ha do użytkowania. Zbudowałem sobie
nowoczesny szałas, był z desek. Mieszkałem tu przez 7 lat. Sądzę, że
będę mógł w najbliższym czasie podzielić się moimi dalszymi wspomnieniami.
Z pozdrowieniami
Juliusz.
|