Cypr, Cyprus, Kypriaki Dimokratía, Kibris Cümhuriyeti
Flaga - Kliknij !


Cypr Północny

11.05 - Do Larnaki na Cyprze przelecieliśmy rano i autobusem dostaliśmy się do Nikozji. To było jedyne miejsce, gdzie znajdowało się przejście graniczne do Tureckiej Republiki Północnego Cypru, którą też zamierzaliśmy odwiedzić. Podróż autobusem z Larnaki do Nikozji zajęła około półtorej godziny. Na początku mieliśmy pożyczyć samochód, ale biorąc pod uwagę nasze niesprecyzowane plany, co tego dnia, z ekonomicznego punktu widzenia było to zupełnie nieopłacalne. Wysiedliśmy w centrum Nikozji i rozpoczęliśmy poszukiwania hotelu. Było bardzo upalnie, a wszystkie hotele były niestety bardzo drogie. Spodziewałem się bardziej przystępnych cen. W końcu znaleźliśmy coś sensownego. Nie był to Bristol, ale zupełnie przyzwoity pokój z łazienką. Właścicielką hotelu była Rosjanka. Jak się później okazało w Nikozji pracuję wiele osób zza naszej wschodniej granicy. Zostawiliśmy bagaże i poszliśmy na spacer po Nikozji. Nie będę ukrywał, że miasto nie prezentowało się specjalnie imponująco. Takie zwykle miasto, bez jakichś specjalnych atrakcji. Tylko jak się dochodziło do granicy to czułem się trochę tak, jakbym był na wojnie. Strefa przygraniczna miasta jest zniszczona wojną, domy są wysiedlone, nawet gdzieniegdzie w pustych oknach są pozostałości ze stanowisk strzelniczych, w postaci worków z piaskiem. Nikt tego nigdy nie sprzątnął, ani nie odbudował. Granicy strzegą żołnierze UN, wszędzie jest zakaz fotografowania, a więc zdjęcia trzeba robić "z biodra" - doskonale do tego celu nadawała się lustrzanka Krisa z obiektywem szerokokątnym. Co tu dużo pisać, dla mnie był to przygnębiający obraz, nawet tak przez chwilę przemknęła mi myśl przez głowę, po co wyjeżdżam na urlop w takie miejsce, które działa przygnębiająco? W tym momencie na Cyprze nikt do nikogo nie strzela, ale nienawiść czuć: na lotnisku w Larnace, zaraz po wylądowaniu, robiłem wywiad ile kosztuje wypożyczenie samochodu i zagadnąłem w jednej z wypożyczalni o strefę turecką i jak można się tam dostać: w odpowiedzi usłyszałem, że ta strefa nie należy do Turcji i że "oni (Turcy) okupują nasz kraj" - bynajmniej nie było to powiedziane przyjaźnie, a ja poczułem się jak wróg wszystkich Greków... Tego dnia trochę tylko pospacerowaliśmy po Nikozji, zlokalizowaliśmy przejście graniczne i poszliśmy wieczorem na piwo. Następnego dnia rano udaliśmy się do przejścia granicznego: przez granice można przejść miedzy godziną ósma a trzynastą, a wrócić trzeba do godziny siedemnastej. Tego dnia byliśmy chyba pierwszymi gośćmi w strefie tureckiej. Spodziewałem się jakichś problemów, nie wiem, dlaczego, ale jakieś takie emocje towarzyszyły mi jak przekraczaliśmy granicę. Nie można wjechać samochodem do strefy tureckiej, także pojazd musieliśmy sobie skombinować po drugiej stronie. Z tym nie było żadnego problemu - udało nam się szybko znaleźć wypożyczalnię. Pierwszym etapem naszego zwiedzania była turecka część Nikozji, a konkretnie stara część miasta. Miejsce jest ciekawe i przygnębiające. A może, dlatego ciekawe, że przygnębiające... Wędrowaliśmy wąskimi uliczkami, przyglądając się panującej tam biedzie. Wszystko budziło we mnie współczucie. Nie potrafię tego wyrazić, ale tam po prostu było smutno... Natomiast nie czuło się żadnej wrogości ze strony mieszkańców, wręcz przeciwnie - sympatię. I dzieciaki biegające po ulicach zobaczywszy turystę z aparatem fotograficznym zatrzymywały się i w bezruchu czekały aż zrobi im się zdjęcie. Po czym z uśmiechem na twarzy odchodziły. Ale pomimo tego, że miejsce jest smutne i sprawiające miejscami wrażenie niecywilizowanego, w starej cześć tureckiej Nikozji Kris wypatrzył kafejkę internetową! Nie spodziewałem się, że znajdziemy tam coś takiego. Następnym etapem naszej wycieczki byłą Famagusta. Dlaczego? Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, ale jak się weźmie do ręki mapę północnego Cypru to tam naprawdę nie ma zbyt wielu miejsc, które można odwiedzić. Czasu mieliśmy mało, ale też i odległości do przejechania nie były duże. Na Cyprze obowiązuje ruch lewostronny i trochę dziwnie się czułem siedząc na przednim siedzeniu po lewej stronie samochodu - Kris miał już jakieś doświadczenia praktyczne z ruchem lewostronnym, natomiast ja żadnych i co chwila zapominałem, że jednak jedziemy po prawidłowej stronie drogi. Famagusta mnie rozczarowała: spodziewałem się zobaczyć jakiś wspaniały port (gdzieś w jakimś przewodniku wyczytałem, ze port jest wart zobaczenia), ale nic takiego nie zaobserwowałem. Coś zjedliśmy, czegoś się napiliśmy (chyba było to piwo...) i ruszyliśmy do Kyrenii. I tutaj muszę przyznać, że port w Kyrenii wart jest zobaczenia. Taki bardzo sympatyczny, wokół przystani bardzo dużo kawiarenek, tawern i restauracji. Czuć, że zaglądają tam turyści. Ale jak tak sobie pomyślę o porcie w Kyrenii to przypomina się człowiek sprzedający lody. "Uzbrojony" w bardzo długą specjalną łyżkę, podrzucał nią masę lodową do góry. Przed nałożeniem klientowi kulki lodowej do wafla, w taki właśnie sposób popisywał się swoimi umiejętnościami w posługiwaniu się tym narzędziem. Wyglądało to bardzo zabawnie. Z Kyrenii ruszyliśmy z powrotem do Nikozji. Przed siedemnastą trzeba było wrócić do greckiej części wyspy. Ale wracaliśmy chyba bez żalu, że już musimy stamtąd wyjechać...

Cypr Południowy

13.05 - Następnego dnia rano udaliśmy się do Larnaki na lotnisko pożyczyć samochód. Konieczne były negocjacje, bo ceny wynajmu jednodniowego są bardzo wysokie. A potem ruszyliśmy w stronę miasta. Ponieważ następnego dnia rano mieliśmy samolot z Larnaki do Aten (skąd lecieliśmy na Rodos) nocleg w Larnace był najwygodniejszym rozwiązaniem. Bez problemu znaleźliśmy zakwaterowanie i to nawet po bardzo rozsądnej cenie. A później ruszyliśmy w drogę. Chcieliśmy wjechać na najwyższy szczyt Cypru: 1951 m n.p.m. I jak tak sobie jechaliśmy bardzo dobrymi drogami cypryjskimi to zacząłem się zastanawiać skąd taki biedny Cypr ma pieniądze na takie dobre drogi. Ale mnogość baz wojskowych na wyspie tłumaczy wszystko. W drodze na szczyt mieliśmy przygodę z kołem: Kris wjechał na spory kamień, felga się, delikatnie mówiąc, "odkształciła" powodując brak powietrza w oponie, musieliśmy wymienić koło (i wiedzieliśmy już, co będziemy robić wieczorem - mianowicie szukać jakiegoś warsztatu samochodowego). Na szczycie zobaczyliśmy następną bazę wojskową! Nie ma, co, położenie rzeczywiście znakomite. Trochę przeklinałem mapę Cypru, którą się posługiwaliśmy, że taka mało dokładna i że nie oddaje rzeczywistości, ale jak zobaczyłem, że na szczycie jest baza wojskowa to zacząłem podejrzewać, że niedokładność tej mapy jest efektem zamierzonym, żeby było trudno tam trafić. Oczywiście wszędzie zakaz fotografowania, więc musieliśmy zrobić kilka zdjęć "z biodra" aparatem, Krisa. Ale i tak wybiegł do nas jakiś żołnierz krzycząc "no photos", na co my "of course, no photos" robiąc mu zdjęcie "z biodra". Niestety widoczność była kiepska, zanosiło się na deszcz, a wiec widoki nie były najlepsze. Robiło się już późno, a więc ruszyliśmy w kierunku Limasol - tam spodziewaliśmy się znaleźć jakiś warsztat samochodowy. Po drodze zrobiliśmy jeszcze zakupy w sklepie:, ponieważ w Larnace zamieszkaliśmy w apartamencie wyposażonym w kuchnię, postanowiliśmy tego dnia nie jeść w restauracji tylko przyrządzić sobie "domową" kolację...


Powrót | Back