Kreta, Crete, Kriti
Flaga - Kliknij !

       
Kreta - ostatnie dwa dni (Maciek)

16.05 - 17.05 - Prom z Rodos na Kretę odpływał o 4:30 rano. Kursował rzadko (chyba ze trzy razy w tygodniu) i o bardzo nietypowej godzinie rozpoczynał rejs. Na pokład weszliśmy około północy - tej nocy nie mieliśmy zapewnionego żadnego noclegu - byłoby to zupełnie nieopłacalne - i tak w środku nocy trzeba by było wstać. Na promie jak to na promie - atmosfera dobrze nam znana. Niektórzy pasażerowie układali się już do snu na karimatach. My również poszliśmy spać. To był chyba najbardziej interesujący rejs podczas naszego wyjazdu. Przede wszystkim, dlatego, że prom na swej trasie do Ag. Nicolaos na Krecie zawijał do małych portów. Aż trudno uwierzyć, ze taki kolos pasażerski jest w stanie tak szybko i zgrabnie manewrować i przybić do brzegu. No i te krajobrazy!!! Tak, to prawdziwa przyjemność podróżować promem w słoneczny dzień. Gorąco polecam. Miałem takie wrażenie, że czas troszkę wolniej biegnie. To był taki stan uspokojenia i odpoczynku. Przecież ostatnie 11 dni spędziliśmy praktycznie w biegu. W Ag. Nicolaos byliśmy późnym popołudniem. Ten port o wiele bardziej mi się podobał od tego w Heraklionie. Zaszliśmy na ląd, oczywiście trzeba było coś przekąsić - wybraliśmy restaurację portową ze znakomitym widokiem na port. I tak po wypiciu dzbanuszka wina nie chciało nam się naprawdę stamtąd ruszać. A później, autobus, drzemka w autobusie, po dwóch godzinach byliśmy w naszym hotelu Stork w Ammudarze pod Heraklionem. Byłem ciekaw czy nas wykwaterowali. Ale jednak nie. Wkońcu nie było nas w hotelu 11dni. A pojechaliśmy przecież na wycieczkę na Kretę. I w sumie na Krecie mieliśmy spędzić dwa dni. Tego dnia wieczorem poszedłem zobaczyć jak wygląda plaża niedaleko naszego hotelu. Tak sobie pomyślałem, że plażę trzeba "zaliczyć". Ale wyglądała mało ciekawie. Po prostu nic specjalnego. A późnym wieczorem kolacja, jakieś piwo czy wino i tak zakończył się kolejny dzień. Następnego dnia, a był to piątek poczułem się bardzo zmęczony. Słowo daję, nie miałem już ochoty nic zwiedzać. Jednak to tempo, jakie sobie narzuciliśmy spowodowało u mnie spore zmęczenie fizyczne, (ale za to ogromny odpoczynek psychiczny). Muszę przyznać, że Kris podczas ostatniego dnia pobytu miał więcej siły i zapału niż ja. Postanowiliśmy pojechać do Arkadii - to taka lokalna "Częstochowa", przynajmniej tak nam powiedziano. Jechaliśmy tam ze trzy godziny, byliśmy tam pół godziny, wracaliśmy trzy godziny i byłem bardzo rozczarowany tym, co zobaczyłem. A może ja po prostu jestem nieczuły na piękno zabytków? Niemniej jednak, gdyby mnie ktoś zapytał czy polecam: to odpowiadam, że nie polecam. Ale widoki podczas jazdy autobusem były piękne. To w zasadzie zrekompensowało mi moje rozczarowanie. Kris jeszcze tego samego dnia wieczorem pojechał oglądać Knosos, ja miałem dość. Tego dnia wieczorem wybraliśmy się ostatnią kolację tzw. pożegnalną. Podobno czas płynie cały czas tak samo szybko, tylko, dlaczego przez ostatnie 14 dni płynął szybciej? A następnego dnia skoro świt samolot do Warszawy. I tak nasza wyprawa dobiegła końca, niestety. Wszystkim bardzo gorąco polecam wszystkie te miejsca, które udało nam się przez te dwa tygodnie odwiedzić. Naprawdę warto!!!


Powrót | Back