|
Rodos,
Ródhos, Rhodes - Grecka wyspa, Greek Island
|
|
Rodos
- wspomnienia Maćka
|
|
14.05 - Z Cypru przez Ateny przylecieliśmy na Rodos. Lotnisko malutkie, można powiedzieć prowincjonalne. I położone nad brzegiem morza. Bardzo podobają mi się takie lotniska położone tuż nad morzem - wrażenia widokowe podczas lądowania są niezapomniane. Widok z płyty lotniska po wyjściu z samolotu tez jest niesamowity - człowiek ma wrażenie, że jakaś większa fala może spowodować zalanie lotniska. Z lotniska pojechaliśmy autobusem do centrum miasta. Jak najszybciej chcieliśmy coś zjeść i znaleźć jakiś (tani) hotel. Akropolis, bo tak nazywała się restauracja, którą ujrzeliśmy po wyjściu z autobusu nie prezentowała się jakoś specjalnie okazale. Ale Kris był bardzo głodny, więc nie namyślając się długo tam postanowiliśmy coś zjeść. Jakiś facet, który tam pracował podszedł do nas i zaczął nam opowiadać, że to on jest właścicielem greckiej sieci restauracji Akropolis. Jego strój (mocno niechlujny) i zarośnięta twarz jednak kazała wątpić w to, co mówił... Potem jeszcze trochę pobiegałem w poszukiwaniu zakwaterowania. Warto było pobiegać, bo ceny zróżnicowane. Ale w końcu coś znalazłem. Kris postanowił się zdrzemnąć w hotelu, a ja wybrałem się na przechadzkę po porcie. Pogoda była bardzo upalna, ale atmosfera portowa zachęcała do przechadzki. Port w Rodos, po tych mało ciekawych portach na północnym Cyprze był naprawdę ładny. Na brzegu na skałach wylegiwały się koty - to było niesamowite: nie widziałem jeszcze tak dużej ilości bezdomnych kotów. Przechadzając się tak nagle usłyszałem jakieś miarowe uderzenia. Podszedłem bliżej i zobaczyłem rybaka, który uderzał złowionymi ośmiornicami o skały. Widok nie był specjalnie estetyczny: rybak zobaczył mnie, triumfalnie uniósł do góry ośmiornice i uśmiechnął się. Tak jakby czekał aż zrobię mu zdjęcie. Oczywiście zrobiłem. Niestety nie dowiedziałem się, po co to robił. Może zmiękczał mięso? A wieczorem pożyczyliśmy z Krisem samochód i pojechaliśmy zobaczyć jak wygląda Rodos nocą. Zrobiłem kilka zdjęć nocnych z wykorzystaniem mojego małego statywu, ale był tak duży wiatr, że mój leciutki statyw był kompletnie niestabilny, a więc zdjęcia wyszły poruszone. Rzeczywiście na Rodos wiatr potrafi zrobić falę dla "surfingowców", ani na Krecie, ani na Cyprze takich wiatrów i takich fal nie zauważyłem. A wieczorem spacer po mieście. Naprawdę uroczo wyglądają te wszystkie restauracje i tawerny. Kelnerzy i właściciele restauracji gorąco zapraszający do środka - wiadomo ciężki okres, bo to jeszcze nie sezon. Ale i tak było sporo ludzi. Wyobrażam sobie jak Rodos jest zatłoczone w sezonie...Jeżeli ktoś chce pojechać w jakieś urocze miejsce i spędzić tam kilka dni nie robiąc żadnych wypadów krajoznawczych to bardzo polecam właśnie Rodos (o przepraszam, jeszcze Capri się do tego bardzo nadaje). Kris wpadł na pomysł, żebyśmy zobaczyli następnego dnia rano wschód słońca. A więc pobudkę zrobiliśmy sobie o czwartej rano. Nie zapomnę tego dziwnego spojrzenia recepcjonisty hotelowego, który nie mógł uwierzyć, że zamawiamy budzenie na czwartą rano. A jak wychodziliśmy parę minut po czwartej rano z hotelu, miałem wrażenie, że podejrzewa nas o to, że chcemy uciec nie zapłaciwszy rachunku. Zapytał się nas, czy jeszcze wrócimy... O tej porze nocy nad brzegiem morza było zimno i wietrznie. Ale wrażenia niezapomniane...Jeszcze nigdy nie oglądałem wschodu słońca nad morzem. Kris oczywiście wszystko filmował. Potem jeszcze wróciliśmy do hotelu się zdrzemnąć a potem tradycyjnie już pojechaliśmy szukać najwyższego punktu na Rodos. Na najwyższy niestety nie wjechaliśmy - droga tam nie dochodziła. Musieliśmy się zadowolić, czym niższym. Chociaż szczyt, na który wjechaliśmy znajdował się prawie w środku wyspy to i tak było widać stamtąd morze - Rodos jest niewielką wyspą. Skoro rano oglądaliśmy wschód słońca to wieczorem nie mogliśmy sobie odmówić zobaczenia zachodu słońca. Znaleźliśmy przepiękne miejsce widokowe w ruinach starego zamku. A później odbyliśmy szybką jazdę do Rodos, żeby oddać samochód. Zwykle tak kończyliśmy nasze samochodowe eskapady - szybką jazdą samochodem (w zasadzie bardzo szybką). Tym razem trzeba było zdążyć na prom, który płynął na Kretę... |