|
Wszystko
zaczęło się od mojej " chcicy", aby pojechać na Majorkę. Mieszkaliśmy
z mężem wtedy w Algierii i jedyną naszą rozrywką było jeżdżenie w weekendy
do Algieru i rezerwowanie sobie podróży lotniczych do różnych krajów
świata. Brzmi to dziwnie, więc kilka słów wyjaśnienia. mieszkaliśmy
w małej miejscowości Kadirii ok. 70 km od Algieru -stolicy kraju, ale
nie to było najważniejsze. Najważniejsze było to, iż te 70 km przekładało
się na 700 lat różnicy w światopoglądzie. Kto nie był na prowincji w
kraju arabskim ten nie zrozumie, o czym mówię. Na marginesie dodam,
iż weekend w kraju arabskim to czwartek i piątek. Jeździmy, więc do
tego Algieru i usiłujemy zarezerwować bilet lotniczy na Majorkę. Niestety
ciągle nie ma miejsc-wiadomo strefa bezcłowa a, za to alkoholowa, co
w kraju muzułmańskim ma duże znaczenie. Rezerwujemy, więc bilety lotnicze
gdzie popadnie-popadło na Madryt i Lizbonę. Ponieważ pracując w Algierii
płaciliśmy ichnimi pieniędzmi, więc dla nas było tanio.
Zarezerwowaliśmy do Lizbony, zrobił się długi weekend, więc niewiele
myśląc lecimy do Lizbony z przesiadką w Madrycie. Mieliśmy przy sobie
ok. 600 $ był rok 1985. Wylądowaliśmy -i zastanawiamy się, co dalej.
Ponieważ wszyscy cudzoziemcy wsiadali do autobusu z napisem śródmieście
to i my wsiedliśmy. Zajechaliśmy do śródmieścia i poszliśmy za dwiema
Angielkami - miały dobre informacje i zaprowadziły nas do hotelu w samym
centrum Lizbony. Hotel pamiętał stare dobre dzieje kolonialne-choć w
momencie jak przybyliśmy wszystko było z lekka p przykurzone i nosiło
ślady tzw. dawnej świetności. Nam to nie przeszkadzało - było czysto
i była ciepła woda w łazience, a to najważniejsze. Stare hotele w centrum
są bardzo tanie -można tam również tanio zjeść.Zwiedziliśmy dokładnie
Lizbonę i jej okolice. Lizbona jest miastem, które uległo poważnemu
zniszczeniu w 1755 roku -te informacje dostarczył nam niezawodny Larousse,
a właściwie jego wielka encyklopedia.Położona u ujścia Tagu na wzgórzach
została odbudowana w sposób bardzo ciekawy-nowe miasto założono na planie
szachownicy nie przejmując się różnicami terenu. Tak, więc skrzyżowania
ulic wypadły na różnych poziomach, co stwarza dość malownicze rozwiązania.
Oczywiście odbudowa w mieście portowym zniszczonych dzielnic była typowo
składowo-magazynowa -takie były wymagania ekonomiczne. Dziś wiele z
nich stoi pustych. Nie ma, więc w Lizbonie tego uroczego starego miasta
z krętymi, wąskimi liczącymi sobie kilkaset lat uliczkami -żeby je sobie
wyobrazić trzeba udać się do Porto.
Głównym placem w Lizbonie jest Plac Handlowy, do którego prowadzi ulica
Augusta -najbardziej ekskluzywny pasaż handlowy w Lizbonie. To robi
wrażenie. W centrum Lizbony podziwiać można przepiękne posadzki na placach
i chodnikach zrobione z różnych rodzajów kamieni. Trzeba wjechać na
górującą nad miastem twierdzę Sw. Jerzego -stąd jest przepiękny widok
na Lizbonę. Starym tramwajem należy udać się w okolice Lizbony w kierunku
ujścia rzeki Tag i zwiedzić opactwo hieronimitów oraz słynną wieżę w
Belem. Wszystko wybudowane w stylu manuelińskim. Na nabrzeżu w Belem
jest pomnik odkrywców -w formie kadłuba statku, którego maszt jest windą
szybkobieżną pozwalającą z platformy widokowej podziwiać rozległą panoramę
miasta. Jadąc do Belem podziwiać można przepiękną konstrukcję mostu
łączącego oba brzegi Tagu -przejeżdżając pod nim widać ogrom jego konstrukcji-pod
nim mogą przepływać statki pełnomorskie. Zwiedzić należy starą dzielnicę
Alamy -pozostałość starej Lizbony, niezniszczoną przez trzęsienie ziemi
w 1755 roku. Dla amatorów jest tu mnóstwo pięknych zabytkowych kościołów
i bogate muzea. Godne uwagi jest muzeum sztuki dekoracyjnej,muzeum karet,
muzeum marynistyczne, gdzie można podziwiać kabinę okrętową jednego
z królów -pełny luksus w pigułce, słynne muzeum Gulbenkiana z ciekawą
kolekcją przedmiotów z kości słoniowej, sztuki arabskiej, chińskiej
i japońskiej. No i oczywiście muzeum stworzone przez pasję jednego z
królów zawierające olbrzymią kolekcję okazów fauny morskiej z okazami
naprawdę najbardziej egzotycznymi z egzotycznych. O innych " drobiazgach"
nie wspomnę, ale na pewno w Lizbonie nie można się nudzić. Ale jak już
wszystko zwiedzisz, to polecam wyprawę pociągiem ekspresowym do Porto.
Oczywiście pierwszą klasą-trzeba zakosztować sytuacji, gdy konduktor
ze staromodnym mosiężnym dzwoneczkiem przechodzi wzdłuż wagonów informując,
że pierwsza zmiana może już przyjść na śniadanie do wagonu restauracyjnego.
A
w Porto zacznij od zwiedzania starego miasta z jego krętymi, wąskimi,
malowniczymi uliczkami-to jest to, czego nie zdążyłeś obejrzeć w Lizbonie
przed trzęsieniem ziemi. Wstąp na pocztę, dworzec główny i do katedry.
Ściany pokryte są przepięknymi "malowidłami" wykonanymi z
płytek ceramicznych w kolorze niebieskim. Również wiele elewacji budynków
pokrytych jest takimi "malowidłami". Główne wytwórnie tych
charakterystycznych niebieskich płytek znajdują się w Coimbrze na trasie
Lizbona-Porto. Trzeba koniecznie zobaczyć leżakowanie słynnego wina
porto w tunelu no i oczywiście zostawić sobie czas na degustację tego
trunku. A jest, co degustować -tylko w Porto możesz się przekonać, ile
rodzajów tego trunku istnieje na świecie. Tyle zwiedziłam w Portugalii
- było to w połowie lat osiemdziesiątych.I jeszcze jedna uwaga -Portugalczycy
znają wiele języków obcych i nie ma problemów z porozumiewaniem się
-jest to kraj biedny, gdzie emigracja ekonomiczna jest bardzo częsta
stąd te umiejętności. Dla turystów zrobią wszystko-chcesz uzyskać informację
zwróć się do policjanta -myśmy tak robili: każdy miał przy sobie przewodnik
turystyczny, rozkład jazdy itp.
|