Karpackie Camel Trophy - Ukraina, Ukraine
Flaga - Kliknij !

Dzień 1

O Czarnohorze myślałem już od dawna. Nie chciałem jednak jechać sam, bo to obcy kraj, którego nie znam, o którym mówi się, że jest niebezpieczny. I wreszcie udało mi się znaleźć odpowiednich ludzi, którzy już na Ukrainie byli, mają doświadczenie w chodzeniu po górach. Należą oni do SKPB (Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich), albo, jeśli nie należą, to chcą zrobić uprawnienia przewodnickie. Trzeba jednak godząc się na ten wyjazd najpierw przejść Gorgany, bo taki jest plan wyjazdu. Niech będzie. Zobaczę coś więcej.


Gorgany

Zbiórka na dworcu autobusowym. Jest nas dwanaścioro. 7 dziewczyn, 5 chłopaków. Na powitanie dostaję ogromną, trochę ciężką paczkę z prowiantem na 2 tygodnie. Ciekawe, jak to schowam, plecak mam i tak już pełniutki. Jakoś, z niemałym trudem, udaje mi, ale waga mojego bagażu wydaje mi się niewyobrażalna. I ja mam z tym chodzić, i to pod górę?! Stary zdezelowany, duszny autobus, w którym okna nie otwierają się, pełen jest nieświeżych Ukraińców z ogromnymi, kraciastymi torbami. Nasza grupa to jakby inny świat - polary, turystyczne buty, kolorowe plecaki, zresztą nie mniej ciężkie, niż torby Ukraińców. Poza nami żadnych Polaków. Atmosfera, z początku drętwa, w miarę kilometrów staje się coraz bardziej luźna. Zaczynają się kleić polsko-ukraińskie rozmowy, Ukraińcy wyjmują gorzałkę, próbują nas częstować, dziwią się trochę, kiedy odmawiamy. Granica. Wszyscy muszą wysiąść. Po polskiej stronie spoko, po ukraińskiej trochę nerwówki, Ukraińcy boją się przeglądania bagażu. Trzeba wykupić jakieś ubezpieczenie, wnieść jakąś opłatę, wymienić pierwsze dolary na hrywnie. Tak dawno nie byłem zagranicą, że nie bardzo to wszystko łapię. Robię to, co wszyscy z naszej grupy. Ruszamy. Chociaż jest już sporo po północy, to nie śpię, z ciekawością patrzę w noc, próbując zobaczyć ten kraj. Pierwsze miasto tuż za granicą, Rawa Ruska. Słabe światło nielicznych latarni pokazuje stare, zniszczone domy. Ciekawe, co będzie dalej?


Powrót | Back